04.03.2015

Czy wypada używać sosów do pizzy?

Tim Cahill powiedział kiedyś, że: „Jakość podróży mierzy się w liczbie poznanych przyjaciół, a nie przejechanych kilometrach”, jednak nie do końca się z Nim zgadzam. Nie mówię, że poznawanie nowych osób jest czymś złym, ale nie z tym wiążę moje wojaże. Jak dla mnie jakość podróży mierzy się w ilości poznanych smaków oraz miejsc, w których można dobrze zjeść. Problem jest zasadniczy – nie jestem wstanie przywieźć ich ze sobą do domu. Przyprawy, wszelkiego rodzaju oliwy, alkohol – w porządku, tu się zgadzam.. przywiozłam nie raz. Jednak, gdy dotknęły dna pozostały mi po nich (tylko i aż) zdjęcia. Są ludzie, którzy lubią fotografować dzieci, inni biegają za robalami, a ja uwieczniam smaczne momenty podczas moich podróży. Dzisiaj zabieram Was na krótką przeprawę przez kilka smaków, których nigdy nie zapomnę, a nawet jeśli – zdjęcia na pewno mi o nich przypomną. I to jest w tym najpiękniejsze! 


Hiszpania. Paellę jadłam dwa razy w życiu i był to jeden z lepszych nowo poznanych smaków. Mam to szczęście, że moja mama to typ kuchennej wojowniczki, która podchodzi do nawet najdziwniejszych dań. Obstawiam, że 90% turystów pójdzie w Hiszpanii do restauracji i zamówi gotową paellę, zamówi, zje, polubi albo i nie. U nas oczywiście było inaczej – żal było nie skorzystać z dużego sklepu rybnego w porcie. Asortyment był przeogromny, chociaż miałam małe obiekcję co do biednego raka. Biedak miał unieruchomione szczypce i chodząc po lodzie czekał na śmiałka, który postanowi go kupić i wsadzi do wrzątku. Na szczęście to nie byłam ja. Skończyliśmy na kalmarach, muszlach i krewetkach – modelki z nich słabe, ale jako danie spisują się nieziemsko. I chociaż kalmary za długo były poddawane obróbce termicznej i stały się lekko gumowate – paella była taka, jaka być powinna. 


Grecja. Temat dla mnie ciężki, nawet bardzo.. A wszystko przez kucharza, który w hotelowej restauracji średnio umiał gotować. Średnio co dwa dni podawano nam na obiad pieczone udko z kurczaka i SUCHY MAKARON. Na litość boską.. po pewnym czasie człowiek zaczyna chodzić głodny i szuka pocieszenia gdziekolwiek. Na moje szczęście w Grecji na każdym kroku spotykałam klimatyczne cukiernie, które oferowały pyszne kremowe lody. Mogę się założyć, że straciłam tam większość pieniędzy.. kto biednemu zabroni żyć jak bogaty! Zaskoczyła mnie różnorodność smaków oraz to, że w żadnym z nich nie było sztucznych barwników, a kawałki owoców czy groszki czekoladowe. Po solidnej porcji lodów nie byłam już zła na kucharza, który nie potrafił nas dobrze nakarmić, a jeśli nawet troszkę złości we mnie było – zajadałam się pieczoną kukurydzą. A co!


Włochy. Dopiero podczas pisania tej notki zdałam sobie sprawę, że nigdy nie jadłam we Włoszech słynnej pasty.. Sama zastanawiam się dlaczego, bo przecież jestem człowiekiem, który mógłby żyć na makaronie. Co do włoskiej pizzy – sprawa jest bardziej niż skomplikowana, oho.. znowu czas na mądrości. Jako 100% Polka złapałam się na tym, że faktycznie odczuwałam brak sosów i ogromnej ilości dodatków na pizzy. Coś jest w tym, że my Polacy uwielbiamy nadmiar wszystkiego w jedzeniu – sama nie wiem jak się do tego ustosunkować, ale tak właśnie jest. Jednak z każdą następną pizza było o wiele łatwiej i przyjemniej – przecież wystarczy skropić wszystko smakową oliwą i już! Ot cała tajemnica dobrego smaku.. We Włoszech lubię jeszcze jedno, nawet gdy nie jesteś głodny możesz jeść oczami.  Im mniejsza uliczka tym więcej smakołyków. I wszystko takie kolorowe, świeże.. ryba pachnie rybą, a owoce owocami. Uwielbiałam stoiska z kubeczkami pełnymi kawałków owoców. Szkoda, że w Polsce możemy o tym tylko pomarzyć, bo nawet te kubeczki mają u nas w składzie syrop glukozowo-fruktozowy (sprawdzone, niestety). Tylko ja się pytam PO JAKĄ CHOLERĘ?


Na koniec, żeby ktoś mi nie zarzucił, że wielka ze mnie dama i w naszym kraju nic nie jadam. Otóż jadam i to dużo! Znalazłam nawet konkurencję dla greckich lodów i to dość blisko, bo w Krakowie. Jeśli mamy czas i chce nam się stać w długiej kolejce (początkowo myślałam, że ktoś coś rozdaje, więc też stałam.. efekt tłumu) to jedziemy na Starowiślną. To tam mają najlepsze lody – gama smaków jest niewielka ze względu na to, że firma jest rodzinna, a wszystkim stoi ludzka praca. Sobie i Wam życzyłabym więcej miejsc, gdzie jako konsumenci nie jesteśmy oszukani, a smak jest smakiem, a nie bombą spulchniaczy i aromatów. 

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz